Blog

Robert wstaje codziennie o 4 rano, by o 8 usiąść z

Pobliskim Brwinowie, 25 km od centrum Warszawy. Pogodzenie się z dojazdami dzięki podmiejskiej kolejce nie jest aż tak uciążliwe. 45 minut i jestem w pracy. Trochę te wieczne podróże mi doskwierają, szczególnie zimą, ale wolę to niż życie w dziupli. Są też tacy, którzy pokonują większe odległości. Mieszkający w Łodzi Robert wstaje codziennie o 4 rano, by o 8 usiąść za biurkiem w warszawskim banku. Dokładnie 134 km od swojego domu. Wraca do niego o godz. 19. - Gdy pociąg dojeżdża do stolicy, jest naładowany jak beczka śledzi łodzianami, mieszkańcami Żyrardowa czy Koluszek - opowiada Robert. - W środku pełen przekrój: od sprzątaczek po dyrektorów banków i prezesów firm. Dlaczego nie ma mowy o przeprowadzce? Bo płace w Warszawie są wyższe, ale nie na tyle, by ryzykować sprzedaż mieszkania i zaciąganie olbrzymiego kredytu. Poza tym większość Warszawy po prostu nie lubi. Tę samą trasę, od 11 lat, codziennie pokonuje Mirosław Kaczmarek,

Polecane strony