Blog

Startem. W sobotę Bieg Powstania, zapisałem się na

Piciu. W środę rano podjechałem na stadion. Ileż to już razy podjechałem na stadion. Fajne jest życie, w którym refrenem są stadiony i górki do podbiegów, a nie murek, na którym sąsiad z dołu pije piwo. Zrobiłem 12 powtórzeń 333-metrowych z półtoraminutową przerwą. Czasy między 1:05 a 1:10, to nadzieja przed sobotnim startem. W sobotę Bieg Powstania, zapisałem się na 5 km, chociaż do agestowanego dystansu brakuje 26 m. To z zapasem licząc 7 sekund, więc jeśli złamię 18:00, to będzie znaczyło, że jestem na życiówkę na piątkę. Boję się to pisać, bo jeśli to czyta Beata, to zaraz napisze złośliwe nie, nie, nie udając przy tym, że to nie żółć, tylko obiektywna ocena rzeczywistości. Moja rzeczywistość dziś to trzy piwa wypite z Robertem po pracy i różowe okulary, kiedy patrzę przed siebie. W końcu o co chodzi w tym bieganiu. Jednym o stawianie na nogi, drugim o zrzucanie kilogramów, trzecim o zabieganie się na śmierć. Mnie

Polecane strony