Blog

W Chinatown zastaje bezdomne, przybyłe z głębokieg

Dorabia sobie do emerytury jako nauczyciel szachów, chętnie wyzywający swoich uczniów od debili i kretynów. Nieprzyjemny to człowiek, ale w swojej pogardzie dla maluczkich i niepohamowanej skłonności do prawienia impertynencji - właściwie komiczny. I oto pewnego deszczowego wieczoru Yellnikoff pod drzwiami swojego mieszkania w Chinatown zastaje bezdomne, przybyłe z głębokiego Południa dziewczę imieniem Melody Wood i, rawdzie z oporami, przygarnia je pod swój dach. Melody stanowi czyste przeciwieństwo swojego dobroczyńcy: on uważa się za geniusza, ona jest jak z dowcipów o blondynkach, on jest integralnym pesymistą, ona jest pogodna i optymistyczna, naiwna i ufna. I nie tylko znosi cierpliwie jego obraźliwe uwagi, ale wkrótce się staremu tetrykowi oświadcza i to bez żadnych ubocznych intencji!. No, tu już Allen przesadził. Już sam pomysł z błąkającą się po Nowym Jorku dziewczyną bez centa przy duszy jest jawnym anachronizmem dziś miałaby 10 kart

Polecane strony